Verticale i Rolety

„Czy ktoś nie widział dziś verticale?”, zapytała pokojówka Jeanne, odsuwając rolety w buduarze. Tak, tak, rolety żaluzje! Niech was nie zwiedzie tytuł markizy, opisane tu wydarzenia rozgrywają się całkiem współcześnie. Pani de Brinvilliers-Ravaillac-Richelieu szła z duchem czasu, jej rodowy zamek, gdzie żyły poprzednie generacje tego rodu, wywodzącego się wprost od dobrego króla Dagoberta, tylko z zewnątrz przypominał zabytek. W środku natomiast pełna komputeryzacja, robotyzacja i serwomechanizacja – jednym słowem, był to zamek inteligentny. Stare kraty w oknach, pokryte rdzą pamiętającą jeszcze czasy świętego króla Ludwika IX, zastąpiły żaluzje antywłamaniowe, potężne kłódki ustąpiły miejsca zamkom elektronicznym, rozpoznającym odcisk palca, wzór siatkówki i Bóg wie, co jeszcze, tylko sieć kamer, czujników na podczerwień i laserów wspomagały krążące po zamku i podwórcu brytany – w tym punkcie markiza była tradycjonalistką. Pytanie Jeanne nikogo z obecnych nie zdziwiło. Zarówno lokaj Francois, jak i kamerdyner Jacques wiedzieli, że pani de Brinvilliers-Ravaillac-Richelieu wstaje bardzo wcześnie i udaje się do Swojej Tajemnej Komnaty. Tak właśnie służba nazywała pokój, do którego dostęp miała tylko pani zamku. Zamek w jego godnych szwajcarskiego banku drzwiach reagował tylko na odcisk linii papilarnych markizy i na obraz jej siatkówki. „Pewnie jest w Swojej Tajemnej Komnacie”, mruknął któryś z nich. „Tak długo?”, zdziwiła się Jeanne. „No nic, pójdę podnieść rolety i moskitiery Warszawa w jadalni, a potem lecę do kuchni, bo pani będzie chciała na pewno zjeść śniadanie”. „Tak, pewnie, że polecisz do kuchni, gdyby nie pracował tam Armand, szłabyś sobie spokojnie”, zaśmiał się Francois. Choć wyglądało to na żart, bystry słuchacz wychwyciłby w głosie lokaja nutkę irytacji. Jeanne nie podjęła tematu, lecz wyszła bez słowa. Udała się do jadalni, podniosła żaluzje, a następnie wkroczyła do kuchni, królestwa Armanda. Mistrz patelni nie był zażywnym starszym panem, jak zwykle wyobrażamy sobie kucharza, lecz wzorcowym przykładem śródziemnomorskiego przystojniaka. Być może tego dnia podejrzenia Francois mogłyby się sprawdzić, lecz spokój poranka został rozdarty przeraźliwym krzykiem Jacques’a: „Pani!!!”