Pikniki
Już w szkole podstawowej lubiłem chodzić na pikniki harcerskie Były to nasze wyprawy piesze, podczas których spaliśmy na dworze, a także przechodziliśmy przez bezdroża, często bagna. Wielu z nas wracało z takiej wyprawy przemoczonymi do suchej nitki. Takie pikniki przypominają bardziej sporty ekstremalne, survival i military. Dziś tak się wydaje, ale prawda jest taka, że na długo przed przyjściem do Polski takich rozrywek, my harcerze mieliśmy własne sporty ekstremalne. Dziś w lesie robi się coś innego rekordy popularności biją quady. Jest to sport motorowy zbliżony do moto crossu, a polegający na tym, że zamiast motocykli jeździ się czterokołowymi maszynami o sylwetce do motocyklu zbliżonej. Takie quady potrafią wspiąć się na wysokie góry w naszych lasach, a przy tym robią tyle hałasu i tak pryskają błotem, że czasem przypomina to prawdziwe zawody crossowe. Trudno sobie wyobrazić, że mężczyźni jeżdżący na tych potworach uważają swoje zajęcie za zabawę. W rzeczywistości quady biją rekordy popularności i powodują, że młodzi ludzie wychodzą do lasu, a nie siedzą przed komputerem. Przed komputer wracają raczej starsi, a nie wiedzą co tracą samo powinni wsiąść na quady. Sprawa jest prosta motor plus cross daje nam niesamowite przeżycie. Trochę przypomina mi to nasze pikniki, na których tak często mieliśmy kontakt z glebą. Błoto było wszędzie na ubraniu, pod ubraniem. Podobnie jest na quadach sporty ekstremalne dają szansę przeżyć trudne warunki, co może nas zahartować przed trudnymi wyzwaniami. Dla mnie takie wyczyny sportowe były dobrą próbą przed zimą. Pamiętam po takim graniu w piłkę na śniegu w zwykłej bluzie, nie imała się mnie żadna grypa. Dla mnie takie wyczynowe sporty są stworzone uważam, że odporności nie poprawia jakiś serek, ale aktywność. Aktywność nie tyle wypływa z odporności, co raczej odporność to wypadkowa aktywności. Jutro idę na rajd całonocny. Będę się hartował!
